Powinni być wzorem dla młodzieży, a niestety pamięć o nich, o ich walce o Polskę niepodległą tylko z najwyższym trudem przebija się na pierwsze strony mediów tych lokalnych i ogólnopolskich. Dziś, 1 marca, mają swoje święto.

Wywołują liczne spory, a nawet – tak jak w czasach komunistycznych – dąży się do ich zapomnienia i odrzucenia. Przeciwstawia się im zdrajców, którzy w mundurach polskiego wojska (tzw. ludowego) wysługiwali się swoim sowieckim mocodawcom. Na szczęście byli i są tacy ludzie, którzy rozpoczęli batalię o przywrócenie im należnego miejsca w panteonie polskiej historii. O kim tu mowa?

O żołnierzach wyklętych, ale też niezwyciężonych. Tych, którzy nie zgodzili się na komunistyczną Polskę i kontynuowali po II wojnie światowej walkę o wolną, w pełni niepodległą Ojczyznę. Ogromną rolę w przywróceniu im należnego miejsca w panteonie polskich bohaterów odegrał św. pamięci Janusz Kurtyka Prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

To m. in. dzięki niemu 1 marca ustanowiony został „Narodowym Dniem, Pamięci o Żołnierzach Wyklętych” – bohaterach walki o Polskę suwerenną, ojczyznę, którą tak ukochali, że nie wahali się oddać za nią życia.

Dlaczego wyklętych? Bo tak traktowało ich komunistyczne państwo polskie, które nie chciało się przyznać do nich i nazywało ich zaplutymi karłami reakcji. Pogardzało nimi, zakłamywało ich walkę, oskarżając o wszelkie możliwe zbrodnie, tuszując tym popełnione przez własne komunistyczne oddziały. Odwołując się do II wojny światowej komuniści przypisywali im rzekome kontakty z Niemcami, a nawet samym gestapo. Chcieli w ten sposób zohydzić ich w oczach społeczeństwa. I z przykrością trzeba stwierdzić, że przez lata nachalnej propagandy udało się im to zrobić.

Dziś przypomnienie losów tych żołnierzy, których śladów jest pełno wokół nas, bo przecież w walce o w pełni niepodległą Polskę zginęło – jak się szacuje 60 000 Polaków, a ok. 250 000 zostało represjonowanych, to elementarny obowiązek tych, którzy mogą się cieszyć z wolnego i w pełni suwerennego państwa polskiego.

Komuniści nie mieli społecznego poparcia, dlatego ich niemal wszystkie działania po wejściu wojsk sowieckich na ziemie polskie i później po zakończeniu II wojny światowej miały na celu zniszczenie wszelkiej opozycyjnej działalności, do unicestwienia fizycznego włącznie. Wydawane przez nich przepisy prawne miały nie tylko społeczeństwo polskie ubezwłasnowolnić, ale też przerazić. Stąd wydawali tak absurdalne z dzisiejszego punktu widzenia przepisy, jak np. dekret „o ochronie państwa’, który przewidywał m. in. karę śmierci za przeciwstawianie się reformie rolnej, za uchylanie się od zdawania kontyngentów, posiadanie radia bez specjalnego zezwolenia, za przygotowywanie przestępstw, a nawet za niepoinformowanie, że się o nich wiedziało.

W oparciu o nie w całej Polsce nastąpiła fala represji: „masowe aresztowania, masowe wywózki w głąb ZSRS, pacyfikacje, masowe morderstwa żołnierzy podziemia, aresztowania i więzienie w obozach opuszczanych przez Niemców (np. na Majdanku) oraz powstających nowych (np. w Skrobowie i Rembertowie), NKWD przetrzymywało też aresztowanych w wykopanych w ziemi dołach, zasiekami z drutów kolczastych”. Przeciwko temu wystąpiło polityczne i zbrojne podziemie.

Do starć dochodziło w całej Polsce, ale największe miały miejsce na południu Polski: w rzeszowskim, lubelskim, małopolskim, a także w centralnej i wschodniej Polsce. Komuniści w celu zlikwidowania podziemia uzyskali wsparcie przebywających na ziemiach polskich oddziałów NKWD, armii sowieckiej, a także powołali Urząd Bezpieczeństwa i rozbudowali wojska wewnętrzne, powołując Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Początkowo wcielali do nich żołnierzy z poboru. Ale wobec ich sprzeciwu podejmowania walki z „leśnymi”, a także masowych dezercji i przechodzenia żołnierzy na stronę niepodległościowego podziemia, do wojsk wewnętrznych wcielano poborowych o „odpowiednich” przekonaniach polityczno – ideologicznych. Kilkakrotnie też ogłaszali amnestię wobec żołnierzy podziemia, ale nie tylko nie dotrzymywali jej warunku, ale wręcz wykorzystywali do zewidencjonowania przeciwników i późniejszego ich represjonowania. Do oddziałów „leśnych” UB wprowadzało swoich agentów, przeprowadzało akcje prowokacyjne, np. w celu wyeliminowania wsparcia miejscowej ludności oddziały ubeków przyjmowały formułę oddziałów leśnych i po zdobyciu zaufania organizowały zasadzki na prawdziwych niepodległościowców, potem też pacyfikując wprowadzoną w błąd ludność.

„Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych” – to święto pamięci tych „wyklętych” bardziej światu znanych: jak rotmistrz Pilecki, gen. August Emil Fieldorf „Nil”, Franciszek Niepokólczycki prezes kolejnego Zarządu Głównego WiN (organizacji, której pierwsza nazwa brzmiała: Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji Wolność i Niezawisłość, potem zaś tylko WiN). Ale też tych tragicznych, którzy uwierzyli w komunistyczne słowo honoru i się ujawnili, a przy okazji niestety ujawnili swoich kolegów, jak np. Emilia „Marcysia” Malessa, płk Jan Rzepecki prezes I ZG WiN. Także tych wielkich, choć działających w skali lokalnej, ale już o sławie wykraczającej poza region, jak Józef Waksmundzki „Ogień”, Mieczysław Wądolny „Mściciel”, i ostatni żołnierz wolnej Polski – w 1963 bestialsko zamordowany przez komunistyczny aparat represji Józef Franczak ps. „Lalek”.

Komuniści w swej zapiekłej walce o utrwalenie władzy stosowali wszelkie dostępne im metody: mordując, torturując i prześladując nawet tych, którzy nie podejmowali bezpośredniej działalności zbrojnej. Wystarczyło, że otrzymali sygnał o potencjalnie niebezpiecznej dla wprowadzanego nowego systemu osobie.

Jedną z ich takich ofiar jest żyjący jeszcze Władysław Serwin z Kleczy Dolnej, której został aresztowany za rzekomą przynależność do niepodległościowego podziemia i w kazamatach wadowickiego Urzędu Bezpieczeństwa przesiedział kilka miesięcy, będąc brutalnie przesłuchiwany, bity i poniżany. Jedną z tortur było zakleszczenie osoby w odwróconym taborecie tak, by nie mógł się poruszać. Był bity do utraty przytomności, przesłuchiwany przez zmieniających się ubeków. Doprowadzany do takiego stanu, że jak sam wspomina po latach byłby zdolny do podpisania i przyznania się do wszystkiego, co by mu zarzucono. Na szczęście udało się mu z więzienia ubeckiego wydostać, ale pamięć owych doświadczeń do dziś jest dla niego żywa i bolesna.

Tu przypomnijmy też „Marysię”, legendarną bohaterkę podziemia niepodległościowego. W czasie II wojny światowej Emilia Malessa była łączniczką Armii Krajowej z rządem polskim na emigracji w Londynie. Zorganizowała słynną „Zagrodę” – komórkę AK, brała udział w Powstaniu Warszawskim. Złapana i uwięziona przez Niemców uciekła z transportu do obozu w Pruszkowie i kontynuowała podziemną pracę przeciw Niemcom, a potem Sowietom i ich polskim sługusom. Została aresztowana przez polski komunistyczny aparat represji. Podczas przesłuchania zawierzyła w słowo jednego z najważniejszych komunistycznych oprawców Józefa Różańskiego (właściwie Józef Goldberg) i po uzyskaniu zgody pułkownika Jana Rzepeckiego ujawniła komunistom swoich współpracowników. Jak pisze Bohdan Urbankowski: „uwierzyła w słowo ubeka, że żadna z ujawnionych osób nie zostanie aresztowana, że chodzi o uniknięcie bratobójczej walki”. Różański słowa nie dotrzymał. Przerażona tym Malessa nie chciała opuścić więzienia, na które została skazana (2 lata), dotąd dopóki nie zostaną uwolnieni wszyscy ujawnieni WiN-owcy. W końcu wyszła i pisała protesty i domagała się dotrzymania od władzy danego słowa. Pisała też do ambasadorów państw zachodnich, z których żaden nie zareagował. W końcu podjęła głodówkę – milicja znajdowała ją pod murem Rakowieckiej. Czasem zaprowadzała ją do domu, a czasem do aresztu. W końcu zdesperowana 5 czerwca 1949 roku popełniła samobójstwo. Komunistyczna bezpieka proponowała też układ rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu – dając słowo honoru i stawiając za przykład Rzepeckiego. Pilecki odpowiedział, że „Rzepeckiemu za to co zrobił prawdziwi patrioci naplują w twarz”.

Losy żołnierzy „wyklętych” to doskonały scenariusz na książkę, film. Scenariusz o bohaterach z krwi i kości zazwyczaj bardzo jednak tragicznych. Optymizmem napawa jednak ich wiara w prawdziwą i niezależną Polskę. Taką, w której jak ktoś powiedział: „prawo prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość”. Pamiętajmy więc o tych, którzy – parafrazując pewną wypowiedź: noszą blizny, tych którzy przelali krew dla wolnej Ojczyzny…

Przygotował : dr Józef Brynkus

dr hab. Józef Brynkus, prof. UP – poseł na Sejm z Ruchu Kukiz’15  z Instytu Historii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, autor kilkudziesięciu prac z zakresu historii dziejów świadomości i tożsamości narodowej, historii komunizmu. Ukończył studia historyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, praca magisterska „Obrońcy kresów wschodnich wczasach Zygmunta III Wazy” napisana pod kierunkiem prof. dr hab. Stanisława Grzybowskiego, doktorat: „Bohaterowie dziejów polskich w podręcznikach historii XIX wieku”. W latach 1985 – 1986 pracował w SP nr 7 w Krakowie i SP nr 41 w Krakowie na stanowisku nauczyciela historii.

  • Tarzan

    Kaczyńskiego i Dudę powinno się wykląć

  • wujo

    „Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,

    I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.

    Ręce za lud walczące sam lud poobcina.

    Imion miłych ludowi lud pozapomina.

    Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie

    Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.”

    A.Mickiewicz